To historyczny zapis mojej konfiguracji domowego serwera z 2015 roku, który działał niezawodnie przez kilka lat, zanim w 2026 przeniosłem się na Raspberry Pi 5. Jak to się potoczyło: Raspberry Pi 5: Migracja na NVMe i konteneryzację usług.


Jakiś czas temu zostałem posiadaczem mini komputera Banana Pi — mocniejszej i lepiej wyposażonej wersji Raspberry Pi.

Za przemawiało:

  • CPU: 2× 1 GHz
  • RAM: 1 GB DDR3
  • Gigabit Ethernet
  • Port SATA (dla mnie to wisienka na torcie)

Całość skonfigurowałem jako działający 24/7 serwer na Debianie — dystrybucja Bananian (uwaga: projekt zakończył działalność w 2016 roku i został zastąpiony przez Armbian) — obsługujący:

  • Serwer multimediów (minidlna — nie trzeba włączać pełnego PC, żeby posłuchać muzyki czy coś obejrzeć na TV)
  • SSH (zdalne zarządzanie bez monitora)
  • VPN (OpenVPN — bezpieczne korzystanie z publicznych sieci Wi-Fi, łatwy dostęp do sieci domowej)
  • VNC (TightVNC — gdy potrzebna sesja graficzna)
  • Serwer WWW (LAMP — ta strona na nim działała, plus kilka projektów prywatnych)
  • Backup (skrypty bash na cronie, bez dodatkowego oprogramowania)
  • Pobieranie plików (aria2 i curl z konsoli; jDownloader w trybie graficznym gdy potrzeba)

Całość działała szybko, sprawnie i — co najważniejsze — stabilnie przez całą dobę. Zużycie prądu wyraźnie spadło: nie trzeba już było uruchamiać starego Core 2 Duo, żeby posłuchać muzyki. Godzina tamtej maszyny to pewnie cały dzień pracy Banana Pi.

Banana Pi — gotowy zestaw Banana Pi w obudowie z podłączonym dyskiem SATA i starym pendrivem 4 GB na backupy.

Banana Pi — konsola administratora Banana Pi od strony konsoli administratora.

Jeśli masz podstawowe umiejętności zarządzania Linuksem i szukasz energooszczędnego serwera pracującego non-stop — ekosystem Debiana daje wszystko, czego potrzebujesz.


Ten zestaw w końcu osiągnął swoje limity. W 2026 roku zastąpiłem go Raspberry Pi 5 z dyskiem NVMe i pełną konteneryzacją na Dockerze. Więcej: Raspberry Pi 5: Migracja na NVMe i konteneryzację usług.